
Dlaczego te wszystkie zamienniki tworzyw sztucznych nie działają?
Opakowalnictwo to zdecydowanie bardziej skomplikowana dziedzina niż się z pozoru wydaje. O ile w przypadku wyrobów niepsujących się lub niewrażliwych na warunki atmosferyczne się sprawą jest nieco prostsza (potrzebujemy zabezpieczyć produkt na potrzeby transportu, ew. dodać efekt marketingowy), o tyle w bardzo wielu przypadkach jest to w zupełności niewystarczające. Szczególnie dużym wyzwaniem jest zabezpieczenie produktów spożywczych. Co ciekawe, istnieją sytuacje, w których produkty spożywcze możemy nie tylko zabezpieczyć, ale również wydłużyć ich świeżość.
W tym celu stosuje się modyfikowaną atmosferę ochronną (MAP), składającą się z mieszaniny tlenu, dwutlenku węgla oraz azotu w zmiennych proporcjach, zależnie od produktu. Aby uzyskać ten efekt potrzebujemy jednak odpowiednie właściwości barierowe.
O ile opakowania sztywne (szkło, aluminium, stal) dają sobie z tym radę, o tyle ich zastosowanie jest ograniczone przez masę opakowań oraz możliwości formowania. Tutaj z pomocą przychodzą znienawidzone tworzywa sztuczne, które kosztem przydatności do recyklingu (żeby uzyskać odpowiednią barierowość stosuje się cienkie warstwy różnych tworzyw) są w stanie tę żywotność wydłużyć. Dodatkowo, tworzywa chronią produkt przed wilgocią, z czym często opakowania papierowe sobie nie radzą (a potem powstają laminowane „potworki”), chociaż dzisiaj można znaleźć ciekawe rozwiązania w tym zakresie.
Z wyżej wymienionych powodów wiele „innowacyjnych” materiałów na starcie powinno być skreślonych że względu na brak odpowiedniej barierowości (nie mówię, że wszystkich, ponieważ czasem pojawiają się ciekawe rozwiązania bez tworzyw sztucznych).
Czy takie stosowanie tworzyw jest ok? To zależy. Jeżeli stosujemy to w przypadku naprawdę szybko psujących się produktów, szczególnie tych o dużym śladzie węglowym – myślę że ma to sens. Badania pokazują, że faktycznie dodanie paru procent śladu węglowego do produktu z tytułu opakowania redukuje ślad węglowy na skutek lepszego wykorzystania/mniejszej ilości odpadów.
Z drugiej strony jakbyśmy mniej kupowali (mniejszy wybór na półkach, droższa żywność), nagle okazałoby się, że może jednak przerobimy ta wyschnięta paprykę albo nie dopuścimy żeby ser czy szynka były do wyrzucenia.
ekologiawpraktyce packaging plastics food